Świat widziany moimi oczami.
Blog > Komentarze do wpisu
Wszystko i nic
Jak zawsze o wszystkim i niczym równocześnie. Kilka nawiązań do ostatnio czytanej literatury i jeszcze więcej wspomnień.

Czas w tym roku chyba oszalał. Zaledwie wczoraj były Święta Bożego Narodzenia, Sylwester i pierwsze spotkanie z Aniołkami a tymczasem znów mamy grudzień. Znów będą Święta i sylwester...

Też mi odkrycie...

Na podsumowanie roku przyjdzie jeszcze czas. Dziś kilka zaległych przemyśleń. Znów część z nich przyjął papier. Mimo wszystko tu czuję się bezpieczniej, zwłaszcza teraz.
Za każdym razem gdy siadam do klawiatury chcę napisać tak wiele. Jednocześnie nie wiem od czego zacząć, jakich użyć słów. Stan, w którym nie potrafię określić własnych uczuć jest okropny. Na szczęście nie zdarza się tak bardzo często.

Ostatni tydzień spędziłam na czytaniu książek. Obydwie miały pozytywne przesłanie, jednak dla kogoś takiego jak ja nawet największy pozytyw może być równocześnie powodem do ogromnego smutku. Póki co staram się nad tym panować.
Bohaterka pierwszej z książek była nieuleczalnie chora i wkrótce miała umrzeć. I tego ostatniego jej zazdroszczę. Tak samo jak tego, że w końcu spotkała ją miłość. Mimo wszystko.

To tylko książka...

Już w weekend zdecydowałam, że nie pojadę w środę do Opola. Bo niby po co? I tak nie potrafię rozmawiać, nie mam nic ciekawego do powiedzenia. Oni w większości się znają, spotykają też częściej a ja jestem z innego świata. Co raz bardziej wirtualnego.
To samo tyczy się Wrocławia.
Dziś był koncert. Wojtek miał śpiewać i grać na gitarze. Już w lutym na obozie podobało mi się jak grał. Ma do tego prawdziwy dar. Jednak wyjazd do Wrocka wiąże się z noclegiem, a ja nie potrafię i nie chcę się nikomu narzucać. Wiem, że dla dziewczyn to nie problem, ale dla mnie tak. Nie lubię zwalać się komuś na głowę.
Lubię przebywać z nimi ale wtedy, gdy jest jakaś alternatywa, gdy nie muszę być ciężarem.
Tak jak ostatnio w górach kiedy odeszłam na bok czy też spożytkowałam czas na samotne łażenie.
Dziwna ze mnie istota. Niby nie lubię być sama, bo źle się wtedy czuję, ale z kimś, czy w większej grupie jest jeszcze gorzej. Wtedy pojawiają się myśli że przeszkadzam, ale nikt mi tego nie powie bo nie chce źle.

Znowu zaczęła się walka na opisy. Wyłączyłam nawet możliwość ich czytania. Pewnie tylko na jakiś czas. Z jednej strony dziwię się dlaczego nie można normalnie porozmawiać unikając emocji. Jednak ja też nie potrafię mówić o wielu sprawach. I nie mówię, bo tak jest lepiej. To, że z czymś sobie nie radzę lub czegoś się boję to mój problem.
A boję się wielu rzeczy. Samotność, utrata tych na których mi zależy, to że z czymś sobie nie poradzę... Sporo tego.

Najgorzej jest z popełnianiem błędów. Pozornie bzdura, która nie zależy ode mnie potrafi mi zepsuć nawet najlepszy nastrój. Jak dziś kiedy to zaczął mi się z niewiadomych przyczyn wyłączać program do nadawania. Za pierwszym razem było to nawet śmieszne, bo pomyślałam, że z roztargnienia sama go wyłączyłam. Jednak bardzo szybko przestało. Mimo tego że w dość krótkim czasie udało się wszystko opanować i naprawić, to miałam ochotę uciec. Najzwyczajniej w świecie rzucić wszystko i iść w cholerę...
Nie lubię tego u siebie. W sumie bardzo wielu rzeczy u siebie nie lubię...

czwartek, 01 grudnia 2011, inmyhead
inmyhead 2011/12/01 22:52:22
Kliknij w obrazek

POMAGAJ: